Znów mi się popsuł szablon. Ale na szczęście ten już został naprawiony, więc here we are again (chociaż tamten zdążyłam już polubić :( ).
Wielkie zmiany zachodzą w moim życiu. Czuję to, z każdym dniem coraz bardziej. I chyba zaczynam się tego bać. Jestem od jakiegoś czasu właściwie oderwana od rzeczywistości, chociaż to, co się w niej zadziewa, regularnie i z impetem każe mi do niej powrócić. Ostatni miesiąc dzieli mnie od jednego z najważniejszych dni w moim życiu. 8 maja zostanę żoną. Wow. Ja – żoną. To wciąż nie mieści się w mojej zakręconej głowie. Będę to przeżywać jeszcze bardzo długi czas. Czasami myślę sobie, że to wszystko nie przytrafia się mnie. A jednak…POBUDKA!
Jednego pragnę w tym wszystkim najbardziej. Żeby mój mąż nigdy nie żałował tego, że jestem jego żoną. To piękny człowiek. Był ze mną w najgorszym…
Wciąż mam w głowie mnóstwo pytań. O to, co ja tak na prawdę chcę robić w życiu, a raczej do czego w ogóle się nadaję. Jest mi ciężko ze świadomością, że będę musiała odłożyć na dalszą przyszłość jakiegolwiek myślenie o kształceniu się do roli psychoterapeuty. Moi znajomi zaczynają się ukierunkowywać i robić coś w związku z tym. Chodzą na szkolenia, zaczynają praktyki. Nie umiem się już pocieszać myśleniem, że mam czas, że to dopiero 2 rok. Tak, tylko że ja mam 23 lata. Chcę wiedzieć, kim zamierzam być. Jak inaczej mogę robić cokolwiek w tym kierunku? Na studiach jest mi ciężko emocjonalnie. Szczególnie na treningach psychologicznych, nastawionych na otwartość, rozwój, aktualizację siebie. A ja…ja znów chciałabym się schować, zniknąć. Nie jestem gotowa…Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Nie wiem skąd ten zastój. Najgorsze jest to, że nie mam już Jej, nie mam terapeutki, nie ma mnie kto „poprowadzić”. Albo przynajmniej pomóc w prowadzeniu się samej. Utnkęłam. Nie chcę wymagać od siebie za wiele, ale nie wiem też, czy to nie jest całkowite odpuszczenie sobie, folgowanie? Nie wiem, czy się poddaję, czy daję sobie czas, którego potrzebuję. Niczego o sobie nie wiem. Kiedy to się skończy…

I am small. And needy…