Na
oddziale pisałam dziennik. Chciałam zapamiętać każdy dzień z osobna, nigdy nie
zapomnieć tego doświadczenia. Nie udało mi się wprawdzie pisać codziennie,
jednak wiele chwil zdołałam uwiecznić na kartkach zeszytu. Chciałam tu umieścić
kilka notek z czasu przebywania w szpitalu:

13/12
„(…) Może to i dobrze? Może to jest to,
czego mi potrzeba? Może teraz wreszcie coś się zmieni? Musi się zmienić, bo
inaczej to wszystko nie miałoby zupełnie sensu…To nieustanne cierpienie, lęk
i głód…Chcę się wyrwać z tego piekła, którym jest moje obecne życie. Brak w
nim nadziei, radości i perspektyw. Jest tylko przeszłość. Przerażająca i zimna
przeszłość, której wspomnienie rozrywa na części, na coraz mniejsze
kawałeczki…
Zjadłam: wczoraj – trochę czekolady, mleko do kawy 100 ml 0,5 %
dziś -
niecałe drugie danie, 3 kawałki czekolady, mleko do kawy
Był u mnie P. Porozmawialiśmy trochę, dobrze mi to zrobiło. Kocham mojego
brata…”

15/12
„Chcę wreszcie być sobą (…)
Jestem ZAGUBIONA – to bardzo odpowiednie określenie na to, co teraz czuję.
Totalnie zagubiona jak w ciemnym, gęstym lesie. Gdzie jest właściwa ścieżka
prowadząca do wyjścia z tego koszmaru??
Czy oni będą wiedzieli jak mi
pomóc? Ja (wciąż) nie wiem, jak sobie pomóc…”

16/12
„Tej nocy prawie nie spałam. Poszłam spać
około 22:00, spałam do 00:32…i zasnęłam ponownie około 5:00. Niezła jazda.
Jestem zmęczona, ale cieszę się, że jest już dzień, bo kiedy leżałam bezczynnie
w łóżku, miałam wrażenie, że ta noc nigdy się nie skończy. Dużo myślałam. Bardzo
dużo. Tyle myśli na raz przebiegało mi przez głowę, tyle istotnych spraw na raz
domagało się przemyślenia…Zmęczyło mnie to dość mocno. Mimo to uważam, że był
to urodzajny czas. Mam nadzieję, że uda mi się jak najwięcej z niego skorzystać
i wprowadzić moje  myśli i plany w życie.”

17/12
„(…) A wczorajszy wieczór i początek nocy
były bardzo nieciekawe. Po południu dostałam kroplówkę z glukozą, co mnie
bardzo przygnębiło. Niestety na noc również ją dostałam i wtedy zaczęły się
dziać ze mną nieciekawe rzeczy. Czułam się ociężała, jakby moje ciało było z
ołowiu, kręciło mi się w głowie. Miałam nadzieję, że uda mi się dzięki temu
szybko usnąć, ale niestety zaczęły mnie łapać jakieś dziwne fale słabości w
całym ciele, które kończyły się skurczami. Było to nie do zniesienia. Dostałam
relanium, w 2 połówkach. Zanim jednak zaczęło działać myślałam, że zwariuję, że
to się nigdy nie skończy. W końcu, nie wiem jak i o której, zasnęłam. Rano
czułam się fatalnie. Znów chciało mi się płakać. Kiedy się dowiedziałam, że mam
mieć kolejna kroplówkę, zbuntowałam się i odmówiłam, prawie kłócąc się z
pielęgniarką(…)
Teraz mam kolejną kroplówkę, tym razem potas. Potas strasznie długo schodzi,
więc za każdym razem, gdy jest potrzeba, żebym gdzieś poszła, muszą mnie
odpinać, więc trwa to dodatkowo długo. Był u mnie ojciec. Poszliśmy do mamy.
Zupełnie już nie kontaktuje, biedna…Zrobiłabym wszystko, żeby ulżyć jej w
cierpieniu. Oddałabym całą siebie…”

19/12
Obchód lekarski, znów koszmar. Tym razem prowadził
go doktor J., ordynator. Traktował mnie strasznie protekcjonalnie, czułam się
upokorzona przy tych wszystkich ludziach(…) Poprosił, bym przed nim stanęła,
ściągnęła bluzę. Przyglądał mi się, sprawdzał mięśnie na rękach, kark. Dobrze wiem, że jestem dla was tylko małpą w zoo…Wyraz twarzy zebranych mówił mi tylko jedno:
„jesteś jeszcze za gruba”…Jestem…? :(

Rozmawiałam z psychologiem (…) Powiedziała mi w sumie jedną rzecz  godną
zapamiętania. Bo mówiłam jej, że mam wyrzuty sumienia, że tracę czas za murami
szpitala, uciekając od rzeczywistości. Ona stwierdziła, że to również coś
znaczy
(…) To, że mi tu dobrze, również coś znaczy…”

21/12

„(…) Tak naprawdę posiedziałabym sobie tu
dłużej, ale  muszę myśleć o studiach. A przyznam, że zaczynam
przyzwyczajać się już do trybu życia szpitalnego. Jest coraz lepiej. Jest
spokojnie
. I tego właśnie spokoju najbardziej mi brakowało (…) Wreszcie
mam czas dla siebie. Tak na prawdę dla siebie – bo dla swojego zdrowia.
Poza murami szpitala życie toczy się swoim normalnym rytmem, a ja wreszcie dałam
sobie prawo
, by przyznać się przed sobą, że nie nadążam. Że jestem
zmęczona. Że mam prawo odpocząć. Lekarka martwiła się, że jestem bardzo
chuda, z czym oczywiście się nie zgodziłam.
Mówiła, że oni tak na prawdę ratują mi teraz życie, że głodząc się w każdej
chwili mogę zejść (…) Rany, ciągle słyszę o tej śmierci, ale w ogóle nie
czuję jej „obecności” (…) Co jeszcze musi się stać??? Kiedy
uznam siebie za kogoś, kto naprawdę potrzebuje pomocy?”

cdn