Wiele osób z anoreksją pisze, że podczas swojej wieloletniej terapii czy hospitalizacji udało im się otrzymać odpowiedź na pytanie „czym dla nich była anoreksja”, jakie funkcje miała spełniać w ich życiu. Czy ja się kiedyś tego dowiem? Czy doznam kiedyś „olśnienia”? Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy będę w stanie dojść do tego sama, przy pomocy mojej psycholog, czy potrzeba mi jakiejś długiej i żmudnej terapii, najlepiej pewnie psychodynamicznej, żeby zaspokoić wreszcie swoją potrzebę „odkrycia prawdy”? Nie chcę iść do szpitala, ale możliwe, że tylko tam będę miała szansę na przejście terapii z prawdziwego zdarzenia, której czuję, że bardzo potrzebuję. Jednocześnie mój stosunek do jedzenia uległ znacznej poprawie. Fizycznie jest ze mną dużo lepiej, nie ma potrzeby, żebym musiała być dodatkowo poddana szpitalnemu rygorowi jedzeniowemu. Jednak z moją psychiką wciąż nie jest dobrze. Wciąż bardzo cierpię. Odrzucenie choroby wiąże się z utratą tarczy ochronnej, której rolę pełniła anoreksja. Miała mnie ona ustrzec przed piętrzącymi się problemami, którym nie byłam i nie jestem w stanie sprostać…

Myślę intensywnie nad swoim życiem. Jestem gotowa o siebie zawalczyć i bardzo tego chcę. Chcę pokochać życie i ludzi wokół mnie. jak mówił pewien chłopiec z filmu „Podaj dalej”; życie jest już i tak wystarczająco do dupy…nie ma więc sensu, by je sobie dodatkowo uprzykrzać. Nie, nie chcę żadnych chudych nóg i oczu zawieszonych na mojej kościstej sylwetce. Jak już wspomniałam, to wszystko miało mnie tylko odciągnąć od prawdziwych problemów, których moje przerażone JA nie jest w stanie udźwignąć. Choroba mogła je tylko zasłonić na krótki czas. Ale one ciągle są. I nie znikną nigdy, dopóki nie stawię im czoła. Nie wiem, kiedy będę na to gotowa. Pewnie jeszcze trochę się pomęczę. Ale wiem już przynajmniej, że nie będę świadomie pakować się więcej w bagno zastępcze, jakim jest anoreksja.

Muszę sobie wszystko poukładać w głowie. Trzeba od czegoś zacząć, znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Boże, jak ja się boję…
Tak więc, od początku. Potrzebuję znaleźć odpowiedź na pytanie: kim jestem i do czego w życiu dążę. Te tak proste dla wielu ludzi pytania przysłaniają cały mój świat, nie dają mi spokoju i są powodem wielu bezsennych godzin w nocy. Żeby się dowiedzieć do czego dążę, w pierwszej kolejności potrzebuję odpowiedzieć sobie, chociaż po części, na to pierwsze pytanie: KIM JESTEM? I dalej, idąc wstecz, docieram do miejsca, gdzie zaczęła się moja historia, moje istnienie, do ludzi, którzy dali mi życie: do moich rodziców.
Dziś, odwiedzając ich w domu rodzinnym, a właściwie moją schorowaną mamę, uderzył mnie ogromny żal, że tak mało zdążyłam ją poznać. Kiedy jeszcze była dla mnie MATKĄ, ja nie czułam jakiejś szczególnej potrzeby bycia z nią w bliskiej relacji. Kiedy jednak powoli wchodziłam w wiek, w którym zaczęłam jej bardzo potrzebować okazało się, że jest bardzo chora i że nie jest w stanie dać mi tego, czego od niej potrzebuję wchodząc w dorosłe życie…Zostałam sama.

Mam potrzebę opowiedzenia w skrócie tej historii…(cdn)